-
Witamy na stronie internetowej Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 1 w Rudzie Śląskiej
„Lubię ludzi, bo w tym zawodzie inaczej się nie da” – wywiad z dr Adą Rozewicz.
2025-11-26
Uczniowie naszej szkoły mieli niezwykłą okazję spotkać się z dr Adą Rozewicz, specjalistką chorób wewnętrznych i medycyny rodzinnej. Pani doktor z pasją opowiedziała nam o swojej pracy, pierwszych doświadczeniach w zawodzie lekarza i o tym, dlaczego warto uczyć się udzielania pierwszej pomocy.
Jak zaczęła się Pani przygoda z medycyną rodzinną?
Ada Rozewicz: Jestem specjalistką chorób wewnętrznych oraz medycyny rodzinnej. To bardzo ciekawa dziedzina, choć na początku wcale nie myślałam, że się nią zajmę. Jak większość młodych lekarzy, chciałam pracować w szpitalu — i rzeczywiście spędziłam tam aż 30 lat.
Dopiero przypadek sprawił, że trafiłam do poradni. Okazało się, że to był strzał w dziesiątkę. Bardzo lubię ten rodzaj pracy, bo mogę towarzyszyć moim pacjentom przez lata — znam ich historie, ich rodziny. Pamiętam sytuację, gdy przyjmowałam cztery panie z jednej rodziny: prababcię, babcię, mamę i córkę. To niesamowite doświadczenie.
Lubię swoją specjalizację, bo pozwala się rozwijać i daje różnorodność. W szpitalu, poradni specjalistycznej czy rodzinnej robi się coś zupełnie innego. Myślę, że to właśnie dzięki zmianom nie wypaliłam się zawodowo. W poradni rodzinnej każdy dzień jest inny, nie ma nudy — i to w tym zawodzie najpiękniejsze.
Na czym dokładnie polega Pani praca?
A.R.: Moja praca jest bardzo różnorodna. Z jednej strony to oczywiście przyjmowanie pacjentów, diagnozowanie chorób, leczenie, rozmowy, badania i zlecanie terapii. Ale jest też druga, równie ważna część — edukacja.
Uważam, że lekarz rodzinny ma obowiązek propagować zdrowy styl życia. Jeśli uda mi się dotrzeć do kilkuset osób, a choćby kilkadziesiąt z nich coś zapamięta i zacznie o siebie dbać — to ogromny sukces.
Zawsze powtarzam: „Nie leczę wyników, leczę człowieka.” Nie chodzi tylko o to, by obniżyć ciśnienie czy poprawić poziom cukru, ale o to, by pacjent za 10 czy 20 lat był zdrowy, sprawny i szczęśliwy. Medycyna to nie tylko tabletki – to cała filozofia życia. Lepiej zapobiegać niż leczyć!
Czy już jako dziecko miała Pani okazję udzielić komuś pierwszej pomocy?
A.R.: Nie, ale jako dziewczynka sama byłam pacjentką. Co roku jeździłam do Krakowa na leczenie okulistyczne. Miałam wtedy może siedem, osiem lat. Pamiętam chłopca, który miał nowotwór oka i miał stracić wzrok. To bardzo mną poruszyło.
Myślę, że właśnie wtedy zrodziła się we mnie chęć, by zostać lekarzem. Już jako mała dziewczynka mówiłam, że pójdę na medycynę – i tak się stało.
A jeśli dzieci lub nastolatkowie widzą kogoś w niebezpieczeństwie – powinni sami pomagać czy raczej wzywać dorosłych?
A.R.: To zależy od sytuacji. Najważniejsze jest bezpieczeństwo. Jeśli jesteście we dwójkę, jedna osoba powinna natychmiast wezwać pomoc, a druga sprawdza, co się dzieje.
Pamiętajcie – ratownik też musi zadbać o siebie. Nie pomagamy, jeśli to zagraża naszemu życiu, np. na środku ulicy. Dopiero gdy jest bezpiecznie, sprawdzamy, czy osoba oddycha, czy jest przytomna, czy ma krążenie. I oczywiście – w razie potrzeby – dzwonimy po pomoc.
A co jeśli ktoś nie umie udzielić pierwszej pomocy?
A.R.: To żaden powód do wstydu – ale ważne, by wtedy natychmiast kogoś powiadomić. Nie każdy potrafi działać pod wpływem stresu. Niektórzy się boją, i to też trzeba zrozumieć. Gorsze od braku wiedzy jest tylko obojętne przejście obok.
Czy w szkołach powinno się więcej uczyć o zdrowiu i pierwszej pomocy?
A.R.: Zdecydowanie tak. Uważam, że powinien istnieć specjalny przedmiot poświęcony pierwszej pomocy i zdrowemu stylowi życia.
Warto wiedzieć, że regularny ruch – pięć razy po 30 minut tygodniowo – może wydłużyć życie o 15 lat! Takie informacje są naprawdę ważne. Wiedza o zdrowiu to najlepsza inwestycja w siebie.
Powinniście też uczyć się rozpoznawać manipulacje i fałszywe reklamy. A jeśli chodzi o przedmioty szkolne – myślę, że biologia niedługo przeżyje swój renesans. Dzięki rozwojowi genetyki i medycyny przyszłości może się okazać, że z własnych komórek będziemy w stanie tworzyć narządy do przeszczepów!
Hasło konkursu brzmi: „Pierwsza pomoc to dziecinnie proste”. Czy Pani się z tym zgadza?
A.R.: Tak, jeśli ma się wiedzę – to naprawdę proste! Nie trzeba pamiętać o lekach, tylko o kilku podstawowych zasadach. Kluczowe jest, żeby nie panikować i dbać o własne bezpieczeństwo.
Na szczęście w Internecie, na przykład dzięki WOŚP, jest mnóstwo świetnych materiałów edukacyjnych. Warto z nich korzystać!
Czy pamięta Pani swoją pierwszą reanimację?
A.R.: Tak, bardzo dobrze. Zaczynałam pracę na oddziale kardiologicznym, gdzie reanimacje zdarzały się często. Pamiętam dyżur, podczas którego miałam trzy zatrzymania krążenia. To były bardzo trudne czasy – wtedy nie było takiego sprzętu i świadomości jak dziś.
Działa się „na żywo”, pod ogromnym stresem, ale w takich chwilach nie ma czasu na emocje. Wtedy człowiek działa automatycznie, a emocje przychodzą dopiero później.
Pamiętam starsze małżeństwo – pacjent był nieprzytomny, a żona trzymała go za rękę. To był moment, który przypomniał mi, że za każdą historią medyczną stoi człowiek – ze swoimi emocjami, lękiem i bliskimi. I tego nigdy nie wolno zapominać.
Czy trudno jest połączyć empatię z zawodowym opanowaniem?
A.R.: Tak, to bardzo trudne, ale konieczne. Jeśli zabraknie wrażliwości – po co nam lekarz, skoro może nas zastąpić sztuczna inteligencja? Empatia i szacunek do drugiego człowieka są podstawą tej pracy. Bez nich łatwo się wypalić.
Jakie cechy najbardziej pomagają w pracy lekarza?
A.R.: Po pierwsze – chęć nieustannego uczenia się, bo medycyna zmienia się każdego dnia. Po drugie – otwartość i cierpliwość. I najważniejsze – trzeba po prostu lubić ludzi. Bez tego nie da się być dobrym lekarzem.
Na zakończenie
Rozmowa z dr Adą Rozewicz pokazała nam, jak ważne są empatia, wiedza i gotowość do działania. Pani doktor udowodniła, że pierwsza pomoc naprawdę może być dziecinnie prosta, jeśli tylko wiemy, jak się zachować – i że bycie lekarzem to nie tylko zawód, ale powołanie do pomagania drugiemu człowiekowi.